- Zaniosę go do domu i wstawię do wody.
- Teraz zwiędnie i tak. Nie biegnij tamtędy! O jak zaraz
dziadek złoi pupę, że mu poniszczyłaś krzewy. Już? Chodź, usiądź koło mnie. Co
Ty znów wyprawiasz?
- Daje upust swojej energii, bo mam jej za dużo.
- Bieganiem? Kto Ci to naopowiadał. Lepiej tu siadaj i
przestań wydziwiać. Widzisz to drzewo, dziecko?
- To? Widzę?
- Jest tak samo stare jak ja, zniosło nie jedną porywistą
wichurę, burzę czy mglisty poranek.
- A słoneczny dzień?
- Oby to nie jeden.
- Mhm.
- Człowiek był taki młody a taki głupi. Gdybym teraz miał
ten młodzieńczy zapał i wigor a rozum dzisiejszy, byłbym przeszczęśliwy.
- Dlaczego byłeś głupi, dziadku? Bo ja nie jestem głupia!
- Tam u góry, pod koroną, gdzie wiatr najmocniej
trzepocze liśćmi a gałęzie z utęsknieniem wyciągają się ku wolności, jest
serce.
- Serce? Drzewa nie mają serc, dziadku!
- Oh!, dziecko. Nie takie serce, wyżej! O, o tam!
- Ty je zrobiłeś? Tak? Bardzo wysoko. Jak tam wszedłeś?
- Lata temu, drzewo młode było i człowiek był młody, ale
taki naiwny.
- Dlaczego byłeś naiwny?
- Dziecinna zabawa. By okazać swą wieczną miłość wyryłem
inicjały, twojej babci i moje. Co mówisz? Starym, zardzewiałym gwoździem mojego
dziadka.
- Ach! Widzę! Niewyraźne…
- Bo stare, kiedyś było ładne.
- Jak wszystko!
- Ty, ty! No, a teraz wyblakło jak nasza miłość.
- Przecież kochasz moją babcię i dzięki temu jest moja
mama, i ja!
- Ale to nie jest ta namiętność i pasja, ten ogień co
dawniej, dziecko.
- Nieprawda! Wasza miłość jest tak ogromna jak z ziemi do
tego serca, tak solidna jak te korzenie, które dotykam, z roku na rok coraz
silniejsza. Taka piękna!
- Taka mała rzecz a pokrzepia stare serce...
- Właśnie.
- A niech to, masz raję dziecko!
- Zawsze mam rację, dziadku!
- Pamiętaj, że byle błahostki, zrobione własnymi rękami
mogą spowodować uśmiech na twarzy a w pamięci pozostaną na wiele lat.
- Będę pamiętać! Dziadku?
- Mój stary druh! Musiałeś go dotknąć, kto by pomyślał,
że nasze uczucia, babci i moje są tak trwałe i wieczne jak w dzień w którym ów
serce wyryłem… To było marzenie i nieuchwytna mrzonka, a jednak pochwyciłem ją
i zachowałem.
Powroty są okropne, a mój był dwa tygodnie temu... Niesamowite, byłam święcie przekonana, że tydzień temu, ale wtedy zaczęła się szkoła a b. musiał mnie znów opuścić na kilka długich i ponurych miesięcy. Znów zaczęły się poranne bóle brzucha, mokre ręce i stres każdego cholernego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz