Wstałam, zjadałam, ubrałam się i poszłam do kościoła na dwunastą, taka monotonia niedzielnego poranka, ale coś się zmieniło. Zbliżając się do kościoła zauważyłam przez okno poruszające się chorągwie, co wydało mi się dziwne, gdyż suma zawsze jest wcześniej. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam sześciu księży wchodzących na ołtarz, tak, zdecydowanie coś było nie w porządku. Msza przebiegała normalnie, dopóki w kościele nie zabrzmiał głos nieznajomego księdza wygłaszającego kazanie - kazał nam wyobrazić sobie listopadowy dzień, ludzi siedzących na przystanku zaczytanych w książki i gazety, nie zwracających na nic uwagi. Autobus pełny anonimowości i nagle kierowce wstającego, który mówi, że nie pojedzie dopóty nie zaczniemy ze sobą rozmawiać, zwracać uwagę na innych i wszystko wokół. Ksiądz tak samo jak ten kierowca, zatrzymał się, "ja nie żartuje, zróbcie to, popatrzcie w lewo, uśmiechnijcie się, powiedzcie coś miłego..." - grzmiał głos kapłana.Poczułam wtedy taką swobodę i przynależność, że mimo, że wszyscy jesteśmy inni, to wciąż jesteśmy ludźmi...
Nawiązując do tego, chciałabym wam przytoczyć fragment mojego pamiętnika, kiedy również odczułam społeczną solidarność "(...) dzisiaj w kościele było jakoś inaczej. Lepiej. Pomyślałam, że jakby dach się zawalił to będzie dobrze, bo jesteśmy wszyscy razem. Być może nie które osoby się nienawidzą lub kochają, ale to nie ma znaczenia, bo byliśmy w kościele pw. św. Józefa."
Wracając do mszy, to jeszcze jedno zdarzenie utkwi mi w pamięci na wiele lat, może na całe życie. Blisko mnie stała kobieta z dzieckiem w wózku i co jakiś czas dawała dziewczynce paluszki. Niektórzy rodzice spacerowali ze swoimi dziećmi, podobnie jak ta kobieta ze swoją córką. Przeszły obok mnie i dziewczynka zatrzymała się koło wózka, pokazując paluszkiem "mniam", no co matka dziecka w wózku wyciągnęła woreczek z paluszkami i poczęstowała dziewczynkę. Właściwie to nic takiego, mała rzecz, ale ile razy takie małe rzeczy, przejaw dobroci są ważniejsze niż te duże? Pamiętam jak kiedyś podczas komunii kobieta na wózku próbowała zwrócić na siebie uwagę księdza, gdyż dzieliły ich schody. Wtedy pewien chłopiec podszedł do kapłana i powiedział, że jeszcze tamta pani na dole.
niedziela, 23 czerwca 2013
wtorek, 18 czerwca 2013
słowo
" - Ach, wy ludzie, mądrzy! - zawołałem ze śmiechem. - Namiętność! Pijaństwo! Szał! Z jakąże obojętnością i spokojem wygłaszacie te słowa? "
Człowiek chyba nigdy nie zastanawia się nad głębszym znaczeniem słowa. Każdy wie co określa słowo ciężko czy lekko, bynajmniej na tyle na ile je poznał, ale zastanówmy się. Jedno zwykle słowo, po prostu słowo wypowiedziane przez kogoś na ulicy, w gwarze innych rozmów, hałasie przejeżdżających aut ma takie samo znaczenie co w ustach osoby konającej w pustym pomieszczeniu? Słowo to słowo - powie jeden a ja się spytam - Czy nastolatek uczący się na sprawdzian, zamknąwszy książkę, wypowie słowo ciężko, ma na myśli to samo słowo co czarnoskóry mężczyzna, mdlejący z głodu i pracujący by zapewnić byt rodzinie? Szaleństwo, tak często używane słowo, ale czy ktoś naprawdę wie co się pod nim kryje? Jeśli nie przeżyjemy znaczenia słowa naprawdę, znamy tylko jego skorupę, powierzchowne znaczenie. Wypowiadamy je z obojętnością jak każde inne - dzień, stół, drzwi - nie mając pojęcia to przeżywa osoba, która nie umie znaleźć innego określenia na swój stan, jak właśnie to słowo...
Człowiek chyba nigdy nie zastanawia się nad głębszym znaczeniem słowa. Każdy wie co określa słowo ciężko czy lekko, bynajmniej na tyle na ile je poznał, ale zastanówmy się. Jedno zwykle słowo, po prostu słowo wypowiedziane przez kogoś na ulicy, w gwarze innych rozmów, hałasie przejeżdżających aut ma takie samo znaczenie co w ustach osoby konającej w pustym pomieszczeniu? Słowo to słowo - powie jeden a ja się spytam - Czy nastolatek uczący się na sprawdzian, zamknąwszy książkę, wypowie słowo ciężko, ma na myśli to samo słowo co czarnoskóry mężczyzna, mdlejący z głodu i pracujący by zapewnić byt rodzinie? Szaleństwo, tak często używane słowo, ale czy ktoś naprawdę wie co się pod nim kryje? Jeśli nie przeżyjemy znaczenia słowa naprawdę, znamy tylko jego skorupę, powierzchowne znaczenie. Wypowiadamy je z obojętnością jak każde inne - dzień, stół, drzwi - nie mając pojęcia to przeżywa osoba, która nie umie znaleźć innego określenia na swój stan, jak właśnie to słowo...
bajka
W ogrodzie rosła róża. Zakochał się w niej wiatr. Byli zupełnie
różni, on – lekki i jasny, ona – nieruchoma i ciężka jak krew.
Przyszedł człowiek w drewnianych sabotach i gołymi rękami zerwał
różę. Wiatr skoczył za nim, ale tamten zatrzasnął przed nim drzwi.
- Obym skamieniał – zapłakał nieszczęśliwy. – Mogłem obejść cały
świat, mogłem nie wracać wiele lat, ale wiedziałem, że na zawsze czeka.
Wiatr rozumiał, że aby naprawdę cierpieć i kochać, trzeba być wiernym.
- Zbigniew Herbert
różni, on – lekki i jasny, ona – nieruchoma i ciężka jak krew.
Przyszedł człowiek w drewnianych sabotach i gołymi rękami zerwał
różę. Wiatr skoczył za nim, ale tamten zatrzasnął przed nim drzwi.
- Obym skamieniał – zapłakał nieszczęśliwy. – Mogłem obejść cały
świat, mogłem nie wracać wiele lat, ale wiedziałem, że na zawsze czeka.
Wiatr rozumiał, że aby naprawdę cierpieć i kochać, trzeba być wiernym.
- Zbigniew Herbert
Tak oto dzisiejszego, upalnego dnia przedstawiam wam jeden z moich ulubionych wierszy. Można go interpretować na wiele sposobów, doszukiwać się aluzji i drugiego dna. Ja podsumowuje ten wiersz jednym zdaniem - Nie doceniamy tego, co mamy, dopóki tego nie stracimy.
środa, 12 czerwca 2013
jestem głupia
Jestem głupia. Nie wierzysz? To ci udowodnię. Nie potrafię wymienić po kolei wszystkich epok, nie wiem czym się charakteryzują, nie wiem co zakładała filozofia Platona, nie wiem kto otrzymał Nagrodę Nobla ani Oskara, nie wiem kim był Charles de Gaulle ani kiedy sprowadzono krzyżaków do Polski, nie wiem dlaczego Albert Einstein jest bardziej znany od innych fizyków, nie umiem ładnie, poprawnie się wypowiadać, nie słucham Nirvany ani nie mam ukształtowanego gustu muzycznego czy filmowego, podobają mi się filmy, które dla znawców są idiotyczne, można mnie zagiąć w każdej dziedzinie, nie można ze mną porozmawiać na każdy temat, nie umiem wyrażeń algebraicznych a fizyka mnie przeraża, nie umiem napisać wypracowania z angielskiego, nie interesuje się polityką i nie wiem jak się nazywa Minister Finansów, czytam tanie książki mało znanych artystów i nie znam słynnych pisarzy, aktorów czy reżyserów, nie wiem gdzie są położone niektóre państwa, nie znam stolic ani rzek, ani gór, ani mórz, czytam głupie gazety i oglądam telewizor w którym lecą m.in. debilne reklamy, piję, przeklinam, nie uczę się na błędach, nie doceniam tego co mam, nie rozumiem wielu ludzi, nie potrafię zinterpretować wiersza ani piosenki, czasami nie rozumiem co czytam, nie mam bogatego słownictwa, nie umiem obronić swoich racji ani wytaczać argumentów, jestem naiwna i łatwowierna, łatwo można mnie wykorzystać, jednym z większych moich problemów jest znalezienie odpowiedniego stroju rano...
poniedziałek, 10 czerwca 2013
inny
Wyobrażacie sobie kogoś takiego na ulicy, przechodzącego się ze sklepu do sklepu, robiącego zakupy, siedzącego na ławce...?
Oczywiście chodzi o włosy.
To takie dziwne. Przeglądając katalogi, oglądając zdjęcia z jakieś sesji i widzieć kobietę z takimi włosami, nie zrobi dla nas żadnej różnicy. Nie zwrócimy uwagi, w przeciwieństwie do sytuacji, gdybyśmy mieli minąć taką kobietę na ulicy. Zwracamy uwagę na to co jest inne? Boimy się zmiany? Podziwiamy tego kto jest na tyle odważny by pokazać siebie?
Cause it's cold outside, when you're coming home
Cause it's hot inside, isn't that enough?
Oczywiście chodzi o włosy.
To takie dziwne. Przeglądając katalogi, oglądając zdjęcia z jakieś sesji i widzieć kobietę z takimi włosami, nie zrobi dla nas żadnej różnicy. Nie zwrócimy uwagi, w przeciwieństwie do sytuacji, gdybyśmy mieli minąć taką kobietę na ulicy. Zwracamy uwagę na to co jest inne? Boimy się zmiany? Podziwiamy tego kto jest na tyle odważny by pokazać siebie?
Cause it's cold outside, when you're coming home
Cause it's hot inside, isn't that enough?
niedziela, 2 czerwca 2013
gdy zaświeci słońce
Przenosimy się do:
Krasnobrodu! Jest to urzekające miasto położone na terenie Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego a tym samym na malowniczym Roztoczu. Nie będę was zanudzać jego historią, chociaż jest bardzo ciekawa, samo powstanie Kapliczki na Wodzie jest niezwykłe (powyżej), ale nie taki jest mój cel. Chciałam wam zaprezentować działający na tym terenie i nie tylko, zespół folklorystyczny - Wójtowianie. Tworzą go kobiety i mężczyźni, bardzo sympatyczni z resztą;) Ostatnio, na majówce miałam okazję uczestniczyć w ich 20-leciu, dzięki czemu zostałam posiadaczką płyty: "Wójtowianie Gdy zaświeci słońce..." A oto moje dwa ulubione kawałki:
http://w575.wrzuta.pl/audio/01gMwWcyOR4/pietruszka_-_wojtowianie_34
http://w575.wrzuta.pl/audio/9TLMOK5l8mS/podanie-_wojtowianie_34
Resztę możecie posłuchać: http://www.wrzuta.pl/tag/w%C3%B3jtowianie
Cieszcie się i tańczcie, życie jest zbyt krótkie na troski!
Z góry przepraszam za błędy, które mogły się tutaj wkraść.
Krasnobrodu! Jest to urzekające miasto położone na terenie Krasnobrodzkiego Parku Krajobrazowego a tym samym na malowniczym Roztoczu. Nie będę was zanudzać jego historią, chociaż jest bardzo ciekawa, samo powstanie Kapliczki na Wodzie jest niezwykłe (powyżej), ale nie taki jest mój cel. Chciałam wam zaprezentować działający na tym terenie i nie tylko, zespół folklorystyczny - Wójtowianie. Tworzą go kobiety i mężczyźni, bardzo sympatyczni z resztą;) Ostatnio, na majówce miałam okazję uczestniczyć w ich 20-leciu, dzięki czemu zostałam posiadaczką płyty: "Wójtowianie Gdy zaświeci słońce..." A oto moje dwa ulubione kawałki:
http://w575.wrzuta.pl/audio/01gMwWcyOR4/pietruszka_-_wojtowianie_34
http://w575.wrzuta.pl/audio/9TLMOK5l8mS/podanie-_wojtowianie_34
Resztę możecie posłuchać: http://www.wrzuta.pl/tag/w%C3%B3jtowianie
Cieszcie się i tańczcie, życie jest zbyt krótkie na troski!
Z góry przepraszam za błędy, które mogły się tutaj wkraść.
sobota, 1 czerwca 2013
dwa fragmenty
Nie bardzo wiedząc co dzisiaj napisać, postanowiłam wam zaprezentować dwa fragmenty mojej książki nad którą bez przerwy pracują. Oto one (mam nadzieję, że się wam spodobają):
1.
Bolała mnie głowa. Ręce miałam zdrętwiałe a oczy oślepiały czerwone neony.
Leżałam przywiązana do łóżka w
dusznym pomieszczeniu. Wszędzie było pełno jakby mgły. Nie wiedziałam gdzie
jestem a co gorsza nie wiedziałam co się stało z Jarkiem. Co oni mu zrobili?
Nawet nie chciałam myśleć, nie umiałam.
Kiedy znowu się ocknęłam.
Zobaczyłam przed sobą czerwone drzwi z czarną klamką. Chciałam się podnieść,
ale nie mogłam. Piekły mnie oczy. Czemu tu jest tak czerwono?
Może ja trafiłam do piekła? To by
wyjaśniło ten kolor i mgłę.Po obu stronach łóżka było pusto,
tylko ten czerwony kolor. Właściwie to wyglądało jak pomieszczenie na miotły i
inne tego typu rzeczy, tylko, że teraz całe wolne miejsce zajmowało łóżko na
którym ja leżałam całkiem naga…
Drzwi się otworzyły a do środka
wszedł Cyprian. Uśmiechał się od ucha do ucha. Przeczołgał się do mnie i
ściągnął swoje majtki. Próbowałam krzyknąć, ale z moich ust wydobył się tylko
jęk, kiedy na mnie opadł. Odwróciłam wzrok i zaczęłam cicho łkać.
Nie wiem ile to trwało, nie wiem
co się potem ze mną działo, ale obudziłam się oparta o śmietnik w jakimś
zaułku. Poczułam się jak śmieć, który ktoś wyrzucił. Zaczęłam płakać, nie mając
pojęcia jak to przerwać.
2.
Bolała mnie już ręka od przerzucania kanałów, nic ciekawego nie leciało dziś w telewizji. Podniosłam się z kanapy, akurat skończył się popcorn, zobaczę co robi Daniel.
1.
Bolała mnie głowa. Ręce miałam zdrętwiałe a oczy oślepiały czerwone neony.
2.
Bolała mnie już ręka od przerzucania kanałów, nic ciekawego nie leciało dziś w telewizji. Podniosłam się z kanapy, akurat skończył się popcorn, zobaczę co robi Daniel.
Oblizując palce weszłam do
kuchni.
- Daniel – zawołałam i… zamarłam.
Mężczyzna odwrócił się od zlewu
gdzie zmywał naczynia. W ręce trzymał talerz, który spowijała zielona piana,
zielone ręce, zielona woda… Zobaczyłam twarz ojca.
- Posprzątałaś już? – zapytał.
- Tatusiu, ale ja się jeszcze
bawię…
- Nie pyskuj! Kazałem ci
posprzątać! Już ja cię oduczę pyskowania – złapał mnie zielonymi rękami i
postawił przy zlewie. – Masz nie wyparzoną buźkę.
Poczułam mdłości, w głowie
zaczęło mi się kręcić. Łzy i smarki w nosie. Cała się trzęsłam, nie nie nie,
tylko nie to! Proszę!
- Tatusiu!
Ale ojciec był nieugięty, objął
mnie nogami, wyrywałam się. Szybko usiadł na mnie, wykręcając mi ręce. Złapał
za płyn i przytrzymał mi głowę. Gwałtownie wcisnął gwint butelki do moich ust.
Ohydna maź zaczęła je wypełniać, starałam się jak mogłam ją wypluwać, ale ojciec
mocno ściskał moje wargi.
- Pij.
Dławiłam się, mięta wypełniała
moje płuca, oblepiając język, zęby.
Czułam silny nacisk na ramiona.
- Tato! – krzyczałam, ale z moich
ust wydobywał się tylko bulgot i zielona piana.
- Karmen – cichy szept na tyłach
podświadomości. – Spokojnie, uspokój się – głos dochodził jakby ktoś wołał z
dna studni, nie słyszę, szeptałam. – Już dobrze – czyżby Daniel?
Zapomniałam o głosie, zalała mnie
fala wspomnień. Moje ciało wisiało w próżni, nie pomożesz mi człowieku,
kimkolwiek jesteś. Ogień, szkło, krew, płyn, szpital, piasek… Nie! – mój krzyk
zdawał się niknąć w skomplikowanym wzorze na firance, kiedy czułam się taka jak
ona. Jak firanka, śmieszne, prawda? Pełna dziurek, szwów, tak lekka, że powiewa
jak wiatr zechce. Nie ma dla niej ratunku…
Poczułam metaliczny smak w
ustach, potem uderzenie. Albo na odwrót?
- Karmen, nic ci nie jest? –
zatroskany głos Daniela wyrwał mnie z… Nie wiem. Potarłam oczy, żeby coś
widzieć, były mokre.
Zobaczyłam, że Daniel ściąga
koszulkę, zwija ją w kłębek i przykłada do moich ust. Podniósł mnie delikatnie
i posadził na swoich udach i przytulił do piersi, jak matka dziecko. Czułam
ciepło jego torsu, to było takie przyjemne, ale… Nic nie rozumiałam. Dlaczego
znalazłam się na podłodze – z tej perspektywy wszystko wyglądało inaczej –,
dlaczego mam rozciętą wargę i dlaczego on mnie przytula?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






